W zasadzie od chwili, kiedy jasnym było, że katastrofa na Odrze nie ma czytelnej semantycznie przyczyny, wiadomo było, że PiS katastrofę zdyskontuje. W podobnych przypadkach zachowuje się zawsze tak samo. Po pierwsze bagatelizuje sytuację (wystąpienie Kaczyńskiego odnośnie wyborów w Rudzie Śląskiej), następnie, między wierszami, uznaje problem, mówiąc że wszystko jest do naprawienia i pod kontrolą (bez względu na to, jak jest naprawdę), na koniec – kiedy trzeba – drukuje pieniądze i rozdaje je komu popadnie.
To skuteczna, w zasadzie nieprzezwyciężalna, strategia, na którą opozycja „klimatyczno-ekologiczna” nie umie znaleźć odpowiedzi. Nie różni jej to zresztą (nas) od całości opozycji politycznej wobec rządów ludowo-prawicowych. Naturalnie nie tylko w Polsce.
Gdzie szukać przyczyn nieskuteczności? Pewnie w tym, czym są człowiek i społeczeństwo schyłkowego antropocenu wokół czego i na jakich zasadach budują swoje imaginaria, symboliki, ontologie i etyki (względnie ich brak). Bez adekwatnych odpowiedzi i teorii w tym obszarze, nie można marzyć nie tylko przezwyciężeniu coraz bardziej złowrogich faszyzmów czasów schyłku, ale w ogóle o ocaleniu życia na Ziemi i człowieka jako gatunku.
Katastrofa bowiem postępuje tak szybko, że już tylko absolutnie niezwykły wysiłek całej ludzkości mógłby ją przezwyciężyć i ograniczyć. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż osobiście nie wierzę, iż społeczeństwo i cywilizacja „wytrzymają” wzrost globalnej temperatury o więcej niż 2°C w stosunku do ery przedprzemysłowej i dalsze oparcie „systemu” na paliwach kopalnych. Rozumiem argumenty „optymistów”, którzy zakładają, że wyzwoli to konieczną „przemianę”. Po prostu mam odmienne zdanie. Uważam, że powyżej 2°C zacznie się globalna zagłada Homo sapiens.
Nie wydaje mi się, abyśmy skutecznie szukali takiej odpowiedzi, odpowiedzi na to czym jesteśmy i po co jesteśmy. Oczywiście odbijamy się od ściany do ściany kapitalizmu i socjalizmu, staczamy w coraz płytszą religijność, tworzymy dość pokraczne nowe teorie społeczeństwa i historii (w istotnej części odrzucające ustalenia nauk przyrodniczych), ale cały ten wysiłek osadzony jest w ekologii planety, której już nie ma. Jest inna planeta. Kraina mlekiem i miodem płynąca zmienia się, za naszą sprawą, w nieprzyjazny, złowrogi wasteland, który kasuje wszelkie dotychczasowe sensy.
Nie mam poczucia, żeby opozycja progresywna, lewicowa, liberalna i klimatyczno-ekologiczna takie poszukiwania skutecznie prowadziła. Nie mam również poczucia, żeby jej (nasze) imaginaria, symboliki, ontologie i etyki trafiały do kogokolwiek poza nią samą. Ostatecznie w Polsce najlepiej radzi z tym sobie lewica spod znaku „Razem”, ale tylko na tle słabej konkurencji liberałów i chadeków spod znaku Hołowni.
Idee liberalizmu stały się anachroniczne, idee progresywnej lewicy dla „statystycznego” wyborcy są nieakceptowalne, idee istotnej części ruchów klimatycznych pretensjonalne i wewnętrznie sprzeczne i – last but not least – nie uwzględniające potrzeb „zwykłych” uczestników społeczeństwa. Jak bez nich dokonać koniecznej przemiany i globalnej „akcji” ratującej życie na Ziemi – nie wiadomo. Tymczasem, jeżeli poważnie myślimy o sprawie ratowania cywilizacji, przebudowie cywilizacji pozwalającej na zachowanie Ziemi jako planety nadającej się do zamieszkania owe niedopasowania muszą zostać przezwyciężone, chyba, że liczymy, iż Ziemię uratują Kaczyński, Orban, Erdogan, Trump, Putin i Chińska Parta Komunistyczna (choć i w tym obszarze nie należy myśleć dogmatycznie).
Wracając do sprawy Odry. Przez krótką chwilę, wydawało się, że możemy mieć do czynienia z politycznym i mentalnym przełomem (mówimy teraz tylko o Polsce) w sprawie klimatyczno-ekologicznej. Tymczasem jakikolwiek cień „naturalności” przyczyn katastrofy, pozwolił na uruchomienie zwykłej prawicowo-ludowej filozofii przyrody, która nie przewiduje zaniechań, jako metody ograniczania skutków jakichkolwiek katastrof, które ostatecznie zawsze mają charakter „naturalny”. Człowiek jest w tym modelu od przyrody wyodrębniony całkowicie, może co najwyżej walczyć z przyrodą i ją przezwyciężać. I właśnie to PiS zaoferował publice, a publika albo kupiła to w całości, albo porzuciła sprawę, uznając ją za załatwioną. Tematu już praktycznie nie ma, a zrzuty solanki (wedle mojej wiedzy, mogę się mylić) nie ustały.
Piszę o tym z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że trochę mi żal pracy przyjaciół, którzy wierzyli, że (jakiś) przełom nastąpi. Drugi jest stały i znany. Jak wielu ludzi poszukuję sposobu przełamania marazmu antropocenu. Sprawa jest godna traktatu, ale na gorąco przychodzą mi do głowy następujące kwestie:
- Ruch klimatyczno-ekologiczny musi wyjść z utartych środków myślenia i działania, jeśli nie chce być jedynie pięknym kwiatem na umierającej Ziemi. Potrzebna jest całkowita przebudowa imaginarium, symboliki, ontologii, etyki, pragmatyki, estetyki, czy, najogólniej mówiąc, filozofii ruchu.
- Ruch K-E musi rozważyć, czy zaangażowanie w politykę poprzez wspieranie polityków i ugrupowań, którzy i które przynajmniej w części uwzględniają jego postulaty, to narzędzie wystarczające. Czy to nie jest już pora na tworzenie własnej reprezentacji politycznej. Ja nie mam zdania. To moje głośne myśli.
- Jeżeli odpowiedź na pytanie z pkt 2 jest twierdząca, ruch klimatyczno-ekologiczny musi uzgodnić wspólny akceptowalny pakiet działań. Akceptowalny dla swoich frakcji i nurtów, ale przede wszystkim zrozumiały i niepretensjonalny w odbiorze zwykłych ludzi, wyborców.
- Ruch K-E musi uwzględnić, iż prowadzenie polityki, w tym globalnej polityki klimatycznej nie jest możliwe bez jej zwykłych narzędzi. Takie narzędzia to własny przemysł, stabilne czyste źródła energii, własne technologie, silne gospodarki i – ostatecznie – skuteczne armie. Wizja globalnego pacyfizmu była, jest i będzie nierealna. Ostatecznie okrywają to już dziś niemieccy Zieloni, którzy dość dobrze wypadają w kontekście wsparcia dla Ukrainy, choć nadal oszukują siebie i innych w kwestii transformacji energetycznej, o czym niżej.
- Cywilizacja w obecnej formie jest całkowicie oparta i uzależniona od energii. Jej brak, ale również jej niestabilność, oznacza brak możliwości działania, w tym brak możliwości ograniczania skutków katastrofy K-E oraz podatność na napaści ze strony tych graczy, którzy nie zachowują żadnych reguł i są gotowi do stosowania skrajnej agresji i skrajnego okrucieństwa. Podatność na napaści i uzależnienie energetyczne i logistyczne od tychże graczy. Dlatego dalsze odrzucanie energii jądrowej, definiujące wiele istotnych ruchów K-E jako narzędzia zmiany systemowej, cywilizacyjnej i społecznej będzie definiować całość ruchu K-E jako niewiarygodny i całkowicie oderwany od realiów życia, polityki i geopolityki.
- Przekształcenie świata przez Homo sapiens zaszło już tak daleko, że na tym etapie nie wydaje się możliwe, aby ochrona przyrody i klimatu mogła się obywać bez dalszych głębokich przekształceń i korzystania z dostępnych technologii, w tym, między innymi GMO, a także – rozsądnych i nieinwazyjnych rozwiązań geoinżynieryjnych. Zachowanie najcenniejszych ekosystemów nie wydaje się możliwe, bez głębokich technologicznych i technicznych przekształceń.
- Trzeba przyjąć do wiadomości, że technika i technologia nie muszą być dziś z definicji narzędziem dalszego postępu i eksploatacji, innymi słowy narzędziem klimatyczno-ekologicznego technooptymizmu. Od dawna nie mówimy o optymizmie, mówimy o przeżyciu.
- Prawica, fundamentaliści, czy po prostu faszyści czasów schyłku nie cofną się przed niczym, jeśli chodzi o dalsze przekształcanie świata w kierunku jego anihilacji, dlatego ruch K-E musi zaoferować ludziom takie przekształcanie świata, które będzie zrozumiałe dla ludzi i wyrwie ich z władzy szaleńców,, a jednocześnie nie będzie się opierać na anihilowaniu poszczególnych elementów przyrody. Dotychczasowe narracje i idee, są nie tylko niezrozumiałe, ale również na tyle ekstrawaganckie i estetycznie przestrzelone, że jedynie odstręczają ludzi od sprawy K-E.
- Ostatecznie idzie o zbudowanie nowej wizji człowieka i społeczeństwa, nowej filozofii istnienia odrzucającej resentyment, ale nie odrzucającej wrażliwości i współczucia. To oczywiste. Ta wizja nie może odrzucać tego, co nazywamy naturą ludzką. Negowanie tego, że pewne procesy i cechy bytu mają charakter naturalny i niezbywalny, to droga do klęski. Łagodzić naturę można na gruncie etycznym i prawnym, ale już nie poprzez jej negację, bo wtedy zawsze będą wygrywać faszyści, którzy bazują na jej najniższych składnikach. To ten moment określa ich obecne sukcesy.
- Należy odrzucić radykalizm postulatów. Nie zmiana wszystkiego, a rozsądne fragmentaryczne zmiany, które zmienią całość. Nie wyrzucamy samochodów, ale namawiamy do jazdy rowerem. Nie wieszamy psów na jedzących mięso, ale namawiamy do robienia tego rzadziej. Etc. etc. Radykalizm postulatów niszczy ruch K-E w sposób całkowicie fundamentalny i na samym starcie.
- Program polityczny ruchu K-E nie może być tylko programem K-E. Musi to być program oparty na filozofii wypracowanej w ramach pkt 9.
Powyższe zapiski mają charakter całkowicie roboczy. Poddaję je pod rozwagę nadzieją na życzliwą interpretację. Jak wiadomo od lat za punkt wyjścia, sprawę klucz ratowania życia na Ziemi w obecnym nieprawdopodobnie zróżnicowanym kształcie, uważam podejście ruchu K-E do kwestii energii jądrowej, ponieważ to ten wybór określa wszystko, co idzie potem, naszą ontologię, metafizykę, etykę i pragmatykę. Określa to, czy ruch K-E zostanie odrzucony czy zaakceptowany już na starcie. Określa, czy nasza wizja przemiany świata jest wizją pragmatyczną, czy jest jeszcze jednym millenaryzmem, czy po prostu religią. Nie chodzi tu o to, że należy odrzucać całą mistykę przyrody, czy w ogóle mistykę i duchowość, ale wypracowywać ją na gruncie rozwiązań pragmatycznych, a nie odwrotnie.
A o tym, że filozofia odmienna, filozofia, z którą idzie nam się mierzyć póki co wygrywa, niech świadczy ten dobrze napisany artykuł: W PiS się nie martwią Odrą ani traktorem. „Dla nas politycznie jest po kryzysie”
I tweet ministra Marka Gróbarczyka:
Fot. M. Sitak.
„Takie narzędzia to własny przemysł, stabilne czyste źródła energii, własne technologie, silne gospodarki i – ostatecznie – skuteczne armie.” W tym miejscu w zasadzie można by zakończyć czytanie artykułu. Jeśli potrzebne są armie, to znaczy, że niezbędna rewolucja, aby powstrzymać katastrofę, się nie dokonała. Mam na myśli wewnętrzną przemianę i nowy humanizm.
PolubieniePolubienie