Zaciemnienie

Dowiedziałem się dziś z radio, że w proteście przeciwko potencjalnemu weto pisowskiego rządu wobec budżetu Unii Europejskiej niektóre z samorządów postanowiły na godzinę wyłączyć oświetlenie niektórych obiektów (na przykład PKiN). Groteskowa akcja, choć bez znaczenia politycznego, dobrze opisuje świadomość polskich samorządów i samorządowców.

Czytaj dalej „Zaciemnienie”

Co oznacza przegrana Trumpa dla klimatu, biosfery i ziemskiego ekosystemu?

Przede wszystkim, że pada ostatni element możności niedziałania, który był niezwykle wygodny dla klimatycznych millenarystów. Wróg klimatu i przyrody numer jeden pogrzebion (zostaje już chyba tylko Bolsonaro, który skądinąd realizuje brazylijski program energetyki jądrowej). Nawet Putin i Chińczycy powoli zaczynają się ogarniać, a przebłyski działania i wiedzy o katastrofie pojawiają się u australijskich spalaczy węgla.

Czytaj dalej „Co oznacza przegrana Trumpa dla klimatu, biosfery i ziemskiego ekosystemu?”

Morze Łaptiewów już nie zamarza, Jadwiga Emilewicz odradza się zawsze

Nigdy nie wiedziałem, kim jest Jadwiga Emilewicz, choć takie postacie często pojawiają się w złych rządach i mają za zadanie nadawać im pozory fachowości, racjonalizmu, ludzkiego oblicza. Bardzo często obsadza się w tej roli kobiety. Nie kupowałem tego nigdy. Wolę już szczerych, opętanych władzą socjopatów. Ale dziś przynajmniej się dowiedziałem, kim jest Jadwiga Emilewicz.

Czytaj dalej „Morze Łaptiewów już nie zamarza, Jadwiga Emilewicz odradza się zawsze”

Ananke

Z każdym dniem nabieram graniczącego z pewnością przekonania, że czułość instrumentów, którymi mierzymy stany wokół i wewnątrz nas, nie poszerza już od dawna naszego rozumienia czegokolwiek, a staje się podwaliną rozmontowania wszelkich zbiorowych i indywidualnych procesów decyzyjnych. Z klifu Seneki zsuwamy się, nie tylko wskutek okoliczności czysto fizykalnych (zniszczenie ekosystemu podtrzymującego życie), ale również dlatego, że wiedząc wszystko, w obliczu Zgrozy jesteśmy coraz to bardziej nadzy i bezbronni.

Czytaj dalej „Ananke”

Jerzego Buzka odchodzenie od węgla

Jeśli nasza cywilizacja dotrwa do połowy wieku, to być może kolejne pokolenie zastanawiać się będzie jak gatunek potrafiący umieścić superkomputery w małych przenośnych urządzeniach, wysyłający ludzi na księżyc, korzystający z energii jądrowej, leczący raka, dokonujący modyfikacji genetycznych i tym podobnych rzeczy, nie zdołał pojąć prostych chemicznych reakcji definiujących jego zagładę.

Czytaj dalej „Jerzego Buzka odchodzenie od węgla”

Remanent

Rozmawiałem dziś z kolegą, że cała ta wiedza z kognitywistki, epistemologii, biologii ewolucyjnej, psychologii ewolucyjnej, teorii systemów, filozofii umysłu, psychologii i tym podobnych obszarów jakby w ogóle gdzieś nam się zapodziała w kontekście ostatnich problemów Ziemi i jej mieszkańców. Perspektywy oglądu spraw, czy to COVID-19 czy klimatu wydają się być niezmiernie okrojone i dążą do jeszcze większego okrojenia. Jakby to miało nas jakoś uspokoić. Chyba nie uspokaja.


Mniej czy bardziej śmiałe czy nieśmiałe próby oglądania rzeczy z innych perspektyw budzą emocje nie znane choćby pięć lat temu (nie mówiąc o dziesięciu). Coraz trudniej nam się rozmawia, tracimy wszelki dystans, poczucie humoru. Tyczy się to i mnie.

Doszło, w mojej ocenie, do osobliwego pomieszania nauki z etyką i prakseologią. Pierwsze jest serwowane jako drugie, drugie jako pierwsze. Prakseologia zostaje zniesiona. Język zanurzony w tym zamęcie przestaje spełniać swoją funkcję komunikacyjną, ale też tę pozwalającą na zmniejszanie traumy, czy choćby tylko trudów istnienia. Nauka staje się coraz częściej swoistym zamiennikiem religii. I coraz częściej przeciwstawia się ją filozofii, choć obydwie powinny się wspierać (często poprzez życzliwą interpretację). To przeciwstawienie powoduje erozję obydwu. Coraz większa ilość danych empirycznych ustalonych przez naukę nie przekłada się na działanie, a raczej powoduje osobliwy klincz. Bez podparcia się jakimś „papierem” ludzie nie są już w stanie powiedzieć, czy jest zimno czy ciepło na dworze. O bardziej skomplikowanych sprawach w ogóle nie mówmy.

Spory wokół spraw zasadniczych zawsze wracają do tego samego. Do odmiennych antropologii filozoficznych. Prawicowe i lewicowe, progresywne i „tradycyjne” wizje człowieka są na wskroś odmienne. Jak byśmy mówili o różnych istotach i różnych światach. Wypierają cały środek myślenia, środek polityki, środek życia. Środek racjonalnych działań w większości z obszarów.

Swoje robi coraz bardziej internalizowany strach przed nadchodzącymi katastrofami. Wydajemy dźwięki, piszemy słowa, ale mówimy i piszemy już tylko do siebie.

Nie mam na tym gruncie żadnych konkluzji, ale te dwa słowa piszę, bo próbując od dwóch lat poszukiwać interdyscyplinarnej i łączącej różne nurty myślenia klimatycznej i ekologicznej akcji, widzę, że ulega ona pod naporem głębszych identyfikacji. Niewiele z tym można zrobić, ale na pewno można odpocząć. Od pisania, od sporów, trochę też od aktywizmu. Co też zamierzam zrobić.

Trzeba zrobić nieco remanentu i remontu spraw oraz rzeczy różnych. Mam w przygotowaniu dwa, a nawet trzy wywiady na ten blog, ale muszą poczekać, aż język zacznie znowu spełniać swoją funkcję (śmiech!). Za jakiś czas może blog się odrobinę zmieni. Orlen zrobił rebranding na zielony, to i ja się może przestawię na jakiś inny kolor, inne brzmienie.

Cały czas będę tu uzupełniał zakładkę „Wycinanie drzew”, bo też drzewa będą cały czas wycinane.

W sprawach wszelakich można pisać do mnie na adres podany na blogu i przez profil na Facebooku. Nie zawsze odpowiem od razu, ale na pewno odpowiem. Póki co, do zobaczenia!

No, to chyba tyle. Idę po skrzynkę z narzędziami.

Mitygacja, adaptacja, kapitulacja, czyli ja wiedziałem, że tak będzie

Patrzę sobie na wysyp (skądinąd słuszny i potrzebny) wszelakiej publicystyki apokaliptycznej i myślę sobie – cholera, chyba jestem już dinozaurem w tej branży. Czy się jakoś w tym miejscu chwalę? Psychoanalitycy odpowiedzieliby, że zapewne tak, a ponieważ ja wierzę psychoanalizie i w psychoanalizę, to nie będę się spierał. Ale jest też w tym moim chwaleniu się wiele goryczy. Czytaj dalej „Mitygacja, adaptacja, kapitulacja, czyli ja wiedziałem, że tak będzie”