Patrząc na uciekający czas

Pierwszym i być może jedynym problemem mitygacji i adaptacji do zmian klimatu jest przekonanie, że ich koniecznym warunkiem jest przeprowadzenie rozległych zmian społecznych, które doprowadzą do drastycznego spadku konsumpcji, a co za tym idzie spadku emisyjności cywilizacji. Tymczasem problem na charakter inżynieryjno-przyrodniczy. To bardziej problem natury, niż kultury. Na razie zostawmy z boku płynność tych pojęć. Czytaj dalej „Patrząc na uciekający czas”

Faza przejściowa, czyli zmiana przyjdzie sama

 

Na swoim Twitterze Greta Thunberg zwraca uwagę, w kontekście szeroko ostatnio prezentowanej deklaracji 11 000 naukowców odnoszącej się do skutków katastrofy klimatycznej, mających przynieść „niewyobrażalne cierpienie” ludzkości, że podobnych deklaracji było już wiele. Pyta – jak wielu ostrzeżeń potrzebujemy, żeby zacząć traktować sytuację jako kryzys? Czytaj dalej „Faza przejściowa, czyli zmiana przyjdzie sama”

Na Święto Niepodległości, czy jak to się tam nazywa

W przeżywaniu tak zwanego Święta Niepodległości (cóż za absurd, żeby przeżywać coś takiego na kawałku skały z umierającą delikatną biosferą) najbardziej mnie bawi, że tak usilnie chcą je przeżyć ci, którzy z tym tożsamościowym sposobem myślenia od lat nie mają już wiele wspólnego. Gniewają się oni, że władze państwowe, z którymi również nie mają przeważnie wiele wspólnego, chcą to święto przezywać z tymi, którzy do owej tożsamości, całkowicie zresztą bezrefleksyjnie, się przyznają. Czytaj dalej „Na Święto Niepodległości, czy jak to się tam nazywa”

Polish Macondo, czyli światy równoległe

Z raportem Międzyrządowego Zespołu do Spraw Zmian Klimatu (IPCC), dotyczącym skutków globalnego ocieplenia powyżej 1,5°C w stosunku do ery przedindustrialnej zapoznaję się na raty, między załatwianiem życiowych i zawodowych spraw. Powoli zaczynam rozumieć niealarmistyczny ton naukowców. Tymczasem rzeczywistość rozbija się na dwa równoległe światy.

Czytaj dalej „Polish Macondo, czyli światy równoległe”

Pieprzony los ochroniarza i… ochroniarki

Tak się składa, że branżę ochroniarską poznałem od prostego ochroniarza, zwanego przez lud „ochraniarzem” lub też „cieciem”, aż po stanowiska menedżerskie. To, co się w niej odjaniepawla i odmagdelenośroduje dość dobrze oddaje farsę kapitalizmu polskiego i zagranicznego. Kiedyś, jak będę na emeryturze, napiszę o tym przezabawną książkę, a któryś ze znanych polskich reżyserów kręcących filmy z dużą ilością mięsa, zbije fortunę na filmie na jej podstawie. Przestrzegałbym jednak, żeby na podstawie tej tragifarsy rozwalać resztki opozycji w Polsce, tym razem pod postacią Kongresu Kobiet. Czytaj dalej „Pieprzony los ochroniarza i… ochroniarki”

Nas już nie ma

Myślę, że czasy faszyzmu od czasów normalnego życia różnią się tym, że w dobrych czasach wzrusza nas płacz kobiety wystawionej na próbę przez aparat państwowy, a w faszyzmie nie tylko nie wzrusza los niepełnosprawnych, ale objawia się wyparta niechęć do tejże, ostatecznie nieco arbitralnie wyodrębnionej, grupy. Zresztą internetowe „komentarze” wobec niepełnosprawnych nie są zwykłą niechęcią, są zwykłą nienawiścią. Nienawiścią, która od czasu do czas przejmuje kontrolę nad wszystkim.

Czytaj dalej „Nas już nie ma”