Aborcja a sztuka wojny

Tak sobie patrzę na tę bekę z posłów opozycji, którym zupełnie niechcący udało się wpuścić „dobrą zmianę” na niewielką minę z jej drakońskim projektem zaostrzenia prawa aborcyjnego i zastanawiam się, z czego się śmiejemy, to znaczy, z czego się śmiejecie, bo ja się tak bardzo nie śmieję. Czytaj dalej „Aborcja a sztuka wojny”

… i nieszczęśliwego nowego roku!

Zgodnie z obietnicą z poprzedniego wpisu, przyszła pora na składanie życzeń noworocznych. Ponieważ same życzenia byłyby nudne, jak zresztą większość życzeń, pozwolę sobie dokonać niewielkiego podsumowania mijającego roku. Daje to pewną nadzieję, że czytelnik nie umrze z nudów. Czytaj dalej „… i nieszczęśliwego nowego roku!”

Mane, tekel, fares

Obchodzenie świąt niepodległości poszczególnych państw w świecie, w którym za chwilę życie zostanie zmiecione przez wzrastający poziom CO2 w atmosferze i sprzężenia zwrotne, jakie są jego konsekwencją, to esencja tragizmu zbiorowego ludzkiego losu. Kiedy ustalamy, kto jest faszystą i czy w Polsce skończyło się już demokratyczne państwo prawa, kiedy bez reszty zatapiamy się w świecie wyobraźni, nasz czas jest pracowicie odmierzany. Nikt przy zdrowych zmysłach nie sądzi już, że to dłużej, niż do końca wieku. Czytaj dalej „Mane, tekel, fares”

Dżuma, niepodległość i ćwierćintelektualiści

Elitom Polski neoliberalnej i (po części) lewicowej zdaje się jeszcze, że to, co się tu dzieje, to tylko złe zachowanie przy obiedzie. Głęboko wierzą, że ktoś za chwilę przywoła do porządku rozwydrzonych członków rodziny, choć oczywiście nie potrafią wskazać, kto miałby to być. Z lubością przesyłają sobie w Internecie film, w którym Beta Szydło zapowiada, że nie wyprowadzi policji przeciwko demonstrantom, kochają bowiem odkrywać sprzeczności „dobrej zmiany”. Nigdy nie rozumiały, że byt jest dialektyczny, zasada sprzeczności nie obowiązuje, a fakty, w zderzeniu ze zbiorowymi fantazjami, nie miały i nie mają znaczenia. Czytaj dalej „Dżuma, niepodległość i ćwierćintelektualiści”

Idźcie i mnóżcie się jak króliki

Wylałem już tyle elektronicznego atramentu o szkodliwości wszelkich programów zachęcających ludzi do płodzenia dzieci, że na obecnym etapie prowadzenia bloga, można to już zrobić jedynie z kronikarskiego obowiązku. Polskie Ministerstwo Zdrowia zachęca ludzi do rodzenia dzieci używając symbolu płodności bezrefleksyjnej w postaci mnożących się królików, które „wiedzą jak to robić”. Programy te (na szczęście) są umiarkowanie skuteczne, mają jednak jakieś zalety – po pierwsze można się pośmiać, po drugie ktoś sobie na nich zarobi, po trzecie są istotnym źródłem wiedzy o otchłani ludzkiej duszy i jej autodestrukcyjnych pragnień. Czytaj dalej „Idźcie i mnóżcie się jak króliki”