Na Święto Niepodległości, czy jak to się tam nazywa

W przeżywaniu tak zwanego Święta Niepodległości (cóż za absurd, żeby przeżywać coś takiego na kawałku skały z umierającą delikatną biosferą) najbardziej mnie bawi, że tak usilnie chcą je przeżyć ci, którzy z tym tożsamościowym sposobem myślenia od lat nie mają już wiele wspólnego. Gniewają się oni, że władze państwowe, z którymi również nie mają przeważnie wiele wspólnego, chcą to święto przezywać z tymi, którzy do owej tożsamości, całkowicie zresztą bezrefleksyjnie, się przyznają. Czytaj dalej „Na Święto Niepodległości, czy jak to się tam nazywa”

W poszukiwaniu nadziei

W kilka dni po tym, jak Międzynarodowy Zespół do Spraw Zmian Klimatu opublikował najnowszy raport dotyczący skutków globalnego ocieplenia powyżej 1,5°C w stosunku do ery przedindustrialnej, tak zwani zwykli ludzie w Polsce zabrali się za to, czemu z prawdziwą pasją oddają się wiosną i późną jesienią – za wycinanie i ogławianie drzew. W miejscu, gdzie kilka dni wcześniej chodziłem z córką po dywanie żółtych lipowych i klonowych liści, pojawiły się ścięte gałęzie, co zrobiono po to, żeby tych liści nie było. Jako specyficzny ultrainteligenty gatunek, niszczymy tu wszystko, co umożliwia nasze życie i w wielu przypadkach robimy to bezinteresownie. Czytaj dalej „W poszukiwaniu nadziei”

Zaległości, czyli pierwsze lato końca świata

Intensywność rzeczywistych działań na rzecz ratowania sprawy, której zresztą nie da się już chyba uratować (chodzi o życie na Ziemi), sprawiła, że na blogu zrobiło się trochę zaległości, za które chciałem i czytelników i moich gości przeprosić. W szczególności w kolejce czekają dwa wywiady i kilka innych istotnych (przynajmniej w moim mniemaniu) wpisów, jak choćby relacja z ratowania alei lipowej Sochaczew – Żelazowa Wola. Ale nie tylko.   Czytaj dalej „Zaległości, czyli pierwsze lato końca świata”

Nadzieja bez nadziei

Wszelkie dane wskazują, iż wiszący nad Ziemią i jej mieszkańcami miecz Damoklesa zaczął już opadać. Arktyka topiła się na potęgę, powoli zaczyna się rozpadać Antarktyda, prawdopodobnie co kilka minut znikały i znikają bezpowrotnie kolejne gatunki zwierząt i roślin, ustalenia szczytu paryskiego są nieprzestrzegane, a produkcja CO2 znowu zaczęła rosnąć. Lata 2013-2017 były najgorętszymi w historii pomiarów. Trzeba być kimś szalonym, żeby w tych okolicznościach życzyć sobie dalszej nadziei, tak mocno związanej z tymi akurat, samymi w sobie potrzebnymi ludzkiej duszy, świętami.

Czytaj dalej „Nadzieja bez nadziei”

Wszystko będzie dobrze, Kasandro!

Poruszają mnie niezmiernie te rozkminki, że po stopieniu się Arktyki tam będzie lepiej, tam gorzej, na to to wpłynie, na to nie wpłynie. Nie mówię tym razem o hordach negacjonistów, którzy z Biblią i Koranem w ręku będą pleść dyrdymały do samego końca, stojąc po uszy w wodzie, albo usychając na jakiejś nowo powstałej pustyni, ale o ludziach, którzy uznają fakty. Czytaj dalej „Wszystko będzie dobrze, Kasandro!”

Świadkowie – część III: Łukasz Misiuna

Łukasz Misiuna jest wyjątkowym gościem „Świadków” z jednej strony dlatego,  że to on wymyślił nazwę dla tych rozmów, z drugiej, że jest postacią nieco inną od moich poprzednich gości. Inną, bo wydaje się być większym pesymistą. O globalnym ociepleniu i tym, co dzieje się z Ziemią, mówi mrocznym językiem. Również takie są jego fotografie przyrody. Czy wynika to z faktu, że w życiu zajmował się ludźmi umierającymi i ich bliskimi w żałobie? Czy jest dzięki temu „lepszym”, bardziej uważnym świadkiem umierania Ziemi? Czytaj dalej „Świadkowie – część III: Łukasz Misiuna”