Lasy, bagna, elektrownie i… rowery

Nie wierzyłem i nie wierzę w elektryfikację transportu na masową skalę. Postrzegam to jako stratę sił i zasobów. Ale z całą pewnością w lokalnym ruchu miejskim i okołomiejskim można się poruszać rowerem. Przejeździłem kiedyś jedną srogą zimę w ten sposób i też się dało, więc pora roku i pogoda nie powinny być usprawiedliwieniem.

Trzeba by to robić już i na masową skalę. Nie odrzucać samochodów w całości (to jest jednak przyjemność), ale uczyć i pracować nad tym, żeby ludzie wybierali rowery, a samochód na dalsze odległości i od święta.

Dopiero jak trochę pojeździsz rowerem, to sobie uświadamiasz, jakim nonsensem jest w ogóle jeżdżenie samochodem. Niemalże czujesz tę zmarnowaną w każdym sensie energię, żeby przewieźć swoje ileś tam kilogramów i torbę zakupów. To jest nonsens całkowity i to sobie ludzie powinni jak najszybciej powiedzieć i wyjaśnić.

Jak pojeździsz, to zaczynasz rozumieć, czym oddychasz na głównych drogach. To jest coś strasznego, czego w samochodzie w ogóle nie czujesz.

Jest w rowerach potężna siła znacznej redukcji emisji bez jakiejkolwiek szkody dla czegokolwiek i kogokolwiek prócz, no właśnie, całego przemysłu samochodowego i około oraz producentów paliw kopalnych. Z tym trzeba by coś robić, bo są ludzie i wiele pracy wokół tego. Ale o ile może być nam żal miejsc pracy i ludzi, to producentów paliw kopalnych już dalece mniej, bo część z nich to dyktatury, a część, jak wiemy, zbrodniarze. Masowe odrzucenie samochodów byłoby wymiernym uderzeniem w rosyjskiego arcyłotra i jego świtę arcyłotrów już teraz. To naprawdę można zrobić, podobnie jak przykręcić ogrzewanie w domu i kilka innych drobnych rzeczy.

Lubię mówić – „lasy, bagna, elektrownie!”. Ale do tego trzeba by dodać – „rowery”!

Nie, nie jestem nowicjuszem rowerowym, ale kilka lat temu zajeździłem jeden rower i zapomniałem, jak lubię jeździć, a w międzyczasie wiele się nauczyłem o klimacie, energii, przyrodzie. Co mnie uderza, to że tak wiele w tych sprawach można zrobić tak małym kosztem, przemyśleniem kilku prostych spraw. Tyle że, trzeba by to robić na skalę masową. Nad tym zupełnie nie pracujemy jako społeczności, choć nawyki indywidualne jednak się zmieniają, czy to w zakresie jedzenia, czy poruszania się. To dobrze, ale o wiele za mało.

Co jest przykrego w jeżdżeniu rowerem po znanych nam terenach miejskich, podmiejskich, zurbanizowanych, to obserwowanie zajeżdżania, palenia, wycinania i niszczenia resztek dzikiej przyrody, którą się jeszcze rok, dwa, trzy lata temu widziało. Przyrody, która sama w sobie nikomu i niczemu nie wadziła.

Na zdjęciach trasa wzdłuż wąskotorówki, której tory przebiegają przez moje miasto. Zawsze się tu jechało prawdziwym tunelem chaszczy. Ale widzę, że chyba całkowicie bezinteresownie wiele z tego tunelu zostało wycięte. Na potrzeby kogo i czego? Mam nadzieję, że nie muzeum kolei, bo przez lata ten tunel krzaków był i nikomu nie przeszkadzał.

No ale poza tym te chaszcze powycinane, spalone, zaśmiecone. Wypalanie traw i wszystkiego. Drzewka poprzecinane wpół, nawet nie zebrane na opał. Chaszcze, trzecia przyroda, ostoja resztek miejskiej bioróżnorodności – wszystko precyzyjnie niszczone kawałek po kawałku. Rok po roku. Rowy odwadniające zaśmiecone niemiłosiernie. Plastik wszędzie.

Generalnie to jest straszny upadek. Dysponować taką inteligencją, a tonąć we własnych śmieciach, produktach i wyziewach. Anihilować życie wokół w zasadzie bez powodu, nie umieć się przed tym powstrzymać.

A tak wiele można by zmienić prostymi metodami. Rower jest jedną z nich.

Lasy, bagna, elektrownie (jądrowe) i rowery!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s