Dlaczego jesteśmy trochę szczęśliwi, a trochę nieszczęśliwi?

Zamieszczam ten krótki wpis dlatego tylko, że obiecałem to zrobić. I może dlatego jeszcze, że względnie nadaje się na święta. W temacie szczęścia i nieszczęścia powiedziano i napisano już tyle, że nie sądzę abym mógł mieć na tym polu jakikolwiek wkład. Mogę natomiast podzielić się swoimi odczuciami.

A są takie, że kiedy zobaczyłem okładanych pałkami w Anglii kierowców, którzy stoją na granicy z powodu nowej mutacji koronawirusa, to pomyślałem sobie, a dokładniej poczułem, że my się już od tej pandemii nie uwolnimy. Nie uwolnimy się, bo myślę, a dokładniej czuję, że nie chodzi o pandemię.

Nasza reakcja na pandemię, tak to czuję, wydaje się przypadłością. Podobnie jak przypadłościami wydają się nasze poglądy i nasze marsze znikąd donikąd, blokowane przez Policję, która nie wie, po co i do jakiego celu blokuje drogę. Protesty przeciw wszystkiemu, niewskazujące rozwiązań niczego. Istota sprawy musi leżeć gdzie indziej.

Gdzie? W nieznośnym życiu, jakie sobie tu urządziliśmy? W braku wiary i sensu? W katastrofie, o której wiemy, a której nie potrafimy już zapobiec? No więc mimo tego, że będą szczepionki przeciw COVID-19 (Te same, dzięki którym korporacje doprowadziły do tego, że na Ziemi jest już 8 miliardów ludzi – ich działania są dwutorowe – dbają o zdrowie ludzi, żeby potem móc wykańczać ich większą ilość), my nadal będziemy się ukrywać.

Ukrywanie się i unikanie niebezpieczeństw definiuje nasz koniec. Czułość urządzeń pomiarowych rośnie, więc i niebezpieczeństw coraz więcej. Stąd (to chowanie się przed życiem) skończy się zapewne dopiero z naszym fizycznym zniknięciem z planety Ziemia. Będziemy się ukrywać do kresu dziejów, do ostatecznego schyłku antropocenu.

Trochę szczęśliwi, a trochę nieszczęśliwi.

Powiedzmy sobie szczerze – sprawy nas przerosły. Są święta, nie chcę za bardzo narzekać i się użalać, ale muszę to powiedzieć – sprawy nas przerosły. Już trzydzieści lat temu wiedzieliśmy, co się dzieje, dwadzieścia lat temu, dziesięć. I wiemy teraz, przy czym teraz jest o wiele gorsze, niż jeszcze dwadzieścia lat temu. Dwadzieścia lat temu była ostatnia zima, którą pamiętam jako prawdziwą zimę. Śnieg był puszysty i miły i czułem jego zapach.Było lekko poniżej zera, choinki się świeciły, a ja szedłem szczęśliwy przez noc myśląc, że będzie to trwać wiecznie. Dziś są już tylko światełka i coraz smutniejsze świąteczne dekoracje pośród ponurego świata bez zimy.

W takim świecie nie ma nawet po co wychodzić z domu. Lepiej oglądać filmy na Netflixie, w których też niewiele śniegu, ale filmowym sztukmistrzom udaje się to jeszcze jakoś ukryć. I my będziemy się ukrywać, nawet kiedy weźmiemy szczepionkę. Będziemy przesłaniać twarze, żeby już nie patrzeć, na wszystko co wyrażają.

Ja sam lubię szczepionki i leki. Wyrażają to, co w nas najlepsze. Ale są też symbolami odchodzącego świata. Świata, w którym piło się kielicha i ruszało do boju albo do pracy, powikłania po szczepionkach nie istniały, a energia jądrowa miała szansę na to, żeby przynajmniej do produkcji prądu nie używać węgla. Potem, z biegiem czasu zaczęliśmy wierzyć w homeopatię i w to, że wiatraki, które odrzuciliśmy wraz z rewolucją przemysłową, przeniosą nas do cudownych czasów dzieciństwa, czy raju. Czego tam sobie chcecie. Zaczęliśmy wierzyć, że można się schować przed spadającymi drzewami, wirusami, gwiazdami, huraganami i że tak jest dobrze. I chyba jest, tylko trzeba przesłonić twarz.

Póki nauka obiecywała rozwiązanie Wielkiej Tajemnicy, wierzyliśmy jej. Kiedy ustaliła tylko tyle, że niczego już nie możemy – czar prysł. To znaczy coś jeszcze ustaliła. Ustaliła, że w zasadzie zagraża nam wszystko. Czyli to to samo mniej więcej, co nasi przodkowie wiedzieli bez nauki. Ale o ile oni brali się z tym za bary – palili ogniska, zabijali megafaunę, stawiali reaktory, wysyłali ludzi na księżyc – my wolimy siedzieć w domu i oglądać Netflixa. I łajać tych, którzy się jeszcze kręcą bez celu zamiast i siedzieć i czekać na lepsze czasy. Czasy, w których szczepienia będą się ścigać z kolejnymi mutacjami wirusa. I nie wiadomo co wygra. Ale ponad wszelką wątpliwość będą to czasy, na które warto czekać.

No ale miało być więcej o szczęściu i nieszczęściu. O tym, że jesteśmy trochę szczęśliwi, a trochę nieszczęśliwi. I o tym, dlaczego tak jest. O tym, że nie można uogólniać, bo wtedy łatwo o przeciwdowody. Mówisz o nieszczęściu, natychmiast przyciąga to szczęśliwych, mówisz o szczęściu, nie przyciąga to nikogo (wiem, bo widziałem statystyki poprzednich części tryptyku). I miało to domknąć mój mały tryptyk o szczęściu i nieszczęściu. Miało, ale chyba mi się to nie uda. Gdyby się chciało na poważnie mówić o tych sprawach, trzeba by kogoś urazić, wnikać w różne sprawy, czasami nieciekawe, przeglądać mapy szczęścia i nieszczęścia. A na to chyba nie mam siły.

Poza tym są świętą. Jeszcze przez chwilę. Jeszcze przez chwilę będziemy szczęśliwi i będziemy robić rzeczy, na które mamy czas tylko przez te kilka dni pod koniec roku, bo poza tym żyjemy w przygniatającej nieświętej i nieszczęśliwej rzeczywistości. To znaczy ja tak uważam, ale wierzę świadectwom wiary szczęśliwych. Wierzę, że warto zakrywać twarz, żeby dożyć lepszych, bardziej szczęśliwych czasów. I zaszczepię się, o ile będzie mi to dane.

Lao Tsy mówi: Niedola jest podporą szczęścia, szczęście jest kryjówką niedoli.

Dlaczego tak jest? Dlatego, że taka jest natura, to znaczy kultura rzeczy. Oto moja odpowiedź. Choć oczywiście są ludzie ciągle szczęśliwi i ciągle nieszczęśliwi (staram się unikać jednych i drugich).

Mam również nadzieję, że tym razem zaspokoiłem wszystkich. Nieszczęśliwych, szczęśliwych i tych, którzy żyją w rozdarciu między tymi stanami rzeczy. Więcej możliwości nie ma. A poza tym, chciałem złożyć życzenia. Spóźnione ale szczere!

Wesołych Resztek Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!

Zdjęcie: Pixabay.

Fragment Wielkiej księgi tao, tłum. J. Zawadzki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s