Czy psy boją się fajerwerków – rozmowa z Karoliną Osenkowską, behawiorystką psów

Karolina Osenkowska jest behawiorystką psów. Od mojego gościa chciałem dowiedzieć się, czy psy rzeczywiście boją się fajerwerków i ,czy kiedy pies na nas warczy lub szczeka, lepiej udawać martwego czy rzucić się do ucieczki. Czy cierpią męki w blokach i co zrobić jeśli przeszkadzają sąsiadom.

Ale chciałem również, żeby ludzie zajmujący się bezpośrednio pracą i pomaganiem zwierzętom, częściej pojawiali się na łamach „Dlaczego ludzie wycinają drzewa”. Oto dobry początek. Karolina jest bezpośrednią osobą, więc szybko wybraliśmy opcję „po imieniu”, co trzeba jeszcze powiedzieć tytułem wstępu.

Karolina, jak to się stało, że zajęłaś się behawiorystyką psów?

W behawiorystykę wprowadził mnie pies, którego miałam zaszczyt przeprowadzić przez kawałek życia. W domu rodzinnym zawsze były zwierzęta w niemałych ilościach a po wyprowadzce zakładałam, że żadnego nie wezmę do momentu, w którym trafiłam na ogłoszenie z amstafką, taką „bidą”. Jej stan wskazywał na to, że używano jej do walk psów. Gdzieś na wsiach, w piwnicach, stodołach w Polsce takie rzeczy mają miejsce i często mają przyzwolenie sąsiadów, okolicznych władz. Tamta suka była ofiarą, miała spiłowane zęby, ciało w bliznach i kilka wykarmionych miotów więc pewnie była w jakiejś pseudohodowli. Ze względu na swoją przeszłość wymagała sensownej resocjalizacji, jeżeli chciałyśmy, w miarę komfortowo ze sobą żyć w mieście pełnym bodźców, na które one reagowała nieadekwatnie. Zaczęłam się więc interesować, uczyć, potem pomagać znajomym, potem ich znajomym i tak to się dalej rozwinęło i rozwija. Niestety tej amstaffce nie udało mi się pomóc. Przeszła za tęczowy most ze względu na nieleczone wcześniej choroby i niewydolność nerek zanim zdążyłyśmy poradzić sobie ze środowiskiem, w którym miała żyć. Potem sformalizowałam te praktyczne umiejętności w ramach kursu dyplomowego w „Centre of Applied Pet Ethology” i otrzymaniu certyfikatu nadającego kwalifikacje behawiorysty zaczęłam pracować ze zwierzętami. Głównie z psami i głównie nad relacjami na linii człowiek – pies.

Jak tłumaczyć to pojęcie, z czym jeść tę „behawiorystykę”?

Praca behawiorysty w moim odczuciu i wykonaniu polega na byciu takim trochę tłumaczem i mediatorem, który dodatkowo proponuje rozwiązania mające na celu poprawę relacji i warunków do życia obydwu stron – człowieka i psa. Od zera to wygląda tak, że zgłaszają się do mnie opiekunowie zwierząt, którzy mają z nimi kłopoty. Nie wiedzą co robić, kiedy pies zachowuje się w sposób jaki im nie odpowiada. Wtedy odwiedzam ich w domu, przeprowadzam wywiad, oglądam środowisko w jakim ten pies żyje i oglądam ich relacje. Idziemy na wspólny spacer, jeżeli problem pojawia się poza domem, stawiam diagnozę i daje zalecenia z rozpisaną dokładnie metodą pracy dla opiekuna i psa. Często też muszę wyjaśniać, że jakieś zachowanie, jakie opiekunowi nie odpowiada jest częścią składową tego gatunku. Takim elementem zestawu. Podejmując decyzję o podzieleniu się swoją przestrzenią z psem, człowiek jako gatunek zdolny do współodczuwania, uczenia się i rozumienia perspektyw innych, decydujemy się te zachowania akceptować.

Jakie to mogą być zachowania?

Przykładem może być potrzeba węszenia u psa. Ciągle widzę poirytowanych opiekunów, którzy stoją na mrozie od dwudziestu minut próbując odciągnąć psa od czegoś co bardzo pochłonęło jego nos. Tacy zgłaszają się do mnie z prośbą o wymyślenie jakiegoś ćwiczenia, które spowoduje, że pies na każdym spacerze, zawsze będzie maszerował za opiekunem tam gdzie on chce, przy nodze, na luźnej smyczy. Niestety muszę wtedy sprowadzać na ziemię i dogadywać kompromisy. Da się zrobić tak żeby były momenty wymarzone przez opiekuna, ale pod warunkiem, że da się też temu psu spełnić wszystkie jego potrzeby.

praca

Czy każdego psa można, jak to się potocznie mówi, ułożyć?

Jeżeli nie mówimy o zwierzęciu chorym (fizycznie), to w większości przypadków tak, choć oczywiście termin „ułożyć” jest wieloznaczny. Każdego, zdrowego psa możemy dostosować do środowiska w jakim ma żyć tylko, że moim celem jest dostosowanie go tak, żeby był zachowany dobrostan. Jeżeli widzę, że kończą mi się możliwości metod pracy z opiekunem i psem, czasem stosujemy środki farmakologiczne, ale tego nie można robić cały czas, a często po ich wycofaniu sytuacja wraca do nieodpowiedniego stanu rzeczy. Wtedy trzeba poszukać możliwości dostosowania środowiska do potrzeb psa. Czasami wiąże się to ze zmianą miejsca zamieszkania, czy w ogóle zmianą opiekunów. Miałam już pacjentów, którzy podjęli się przekazania zwierzęcia komuś kto da mu lepsze życie. Na szczęście byli bardzo świadomi i właściwie sami podjęli tą decyzję, widząc jak bardzo jest wszystkim pod górkę.

Moje prywatne zdanie jest takie, że dając psu dom daje mu szansę na szczęśliwe życie. Jeżeli mój dom i moje warunki nie są dla niego odpowiednie i widzę to wyraźnie w ilości jego prób poradzenia sobie z różnymi bodźcami oraz ich efektywnością, po stanie fizycznym, po ogólnym nastroju, to staram się nie myśleć egoistycznie. Ten pies nie jest dla mnie, bardziej ja jestem dla niego. To się oczywiście wiąże z całą ideą adoptowania psów ze schronisk a nie kupowania. Myślę, że już od początku nasza decyzja czy kupujemy czy adoptujemy odzwierciedla nasze oczekiwania. Ja niewiele od psa oczekuje, właściwie tyle, żeby był psem. Jak da mi w kość to lepiej bo się więcej nauczę. Oczywiście podejście człowieka może się zmienić już w trakcie życia z tym psem. Jednak chciałabym, prywatnie, żebyśmy brali odpowiedzialność za decyzje naszych przodków. Jeżeli doprowadziliśmy do powstania zwierzęcia, które bez naszej pomocy nie przeżyje, dopuszczamy do tego, że ono rozmnaża się w ogromnych ilościach to mamy obowiązek zapewnić im dobrostan.
Zdecydowanie mamy realny wpływ na zmniejszenie efektu bezdomności zwierząt udomowionych. Przede wszystkim nie nabywanie ich z niewiadomych źródeł. Pseudohodowle to temat, o którego negatywnych działaniach mogłabym się tu jeszcze długo rozpisywać i chętnie to zrobie ale to chyba nie rozmowa na teraz. Na pewno jednak należy zakładać, że są to działalności nastawione na zysk a więc i „masówkę” eksploatując, często nierasowe, zwierzęta do cna. Efektem są dalej psy, często chore, z wadami genetycznymi, ze złych warunków. Część z nich (ta lepsza) zostanie kupiona, bywa, że dalej rozmnażana, a część uśpiona czy porzucona. Z jednej suki możemy mieć nawet 6 szczeniąt. Z każdego z nich kolejne psy miot za miotem. To naprawde ogromne ilości i biznes.

Kastrowanie zwierząt obowiązkowo. Przede wszystkim zapobiegamy nowotworom, u suk niekastrowanych niebezpieczeństwem jest też ropomacicze i ono potrafi szybko zabić. To kwestia kilku godzin. Obalono już wszelkie mity na temat tego, że każdy pies raz musi. Nie musi a efekty takich, nieodpowiedzialnych pomysłów mamy w schroniskach. Wielka część społeczeństwa nie wie, że nie tyle co nie należy ale nie wolno rozmnażać zwierząt bez odpowiednich zezwoleń.

Czy to prawda, że psy się męczą w domu, jak często mówią ludzie?

Moje psy uwielbiają swój dom, uwielbiają do niego wracać. Właściwie często same decydują się na to żeby już do niego wrócić. To ich bezpieczny azyl i miejsce odpoczynku i to nie jest fenomen. Są typy mniej lub bardziej terytorialne, jednak każdy gatunek ma swoją, bezpieczną przystań. To wszystko pod warunkiem, że ten dom nie staje się więzieniem bez wyjścia, które wiąże się z ograniczeniem możliwości prezentowania swoich wzorców zachowań, spełniania swoich potrzeb. Nawet jak mieszka się w mini-kawalerce z jednym pomieszczeniem ale zapewnia się psu na spacerach swobodny ruch, eksplorację, kontakty społeczne etc. w takich ilościach jaki dany osobnik potrzebuje to zapewniam, że nie będzie się męczył. To z „męczeniem się w domu” właściwie jest argument osób, które trzymają psy w budzie, na zewnątrz i próbują jakoś odpowiadać na krytykę w związku z tym. W takiej formie najczęściej tę opinię spotykam. Czasy się zmieniły i rola psa w naszym życiu również. Nie potrzebujemy już stróża, który pilnuje kur czy pola. Zwiększa się też nasza świadomość na temat emocjonalności zwierząt oraz chociażby na temat tego czy i jak czują ból i dyskomfort. Myślę, że to powinno wystarczyć żeby zaprzestać przetrzymywania psów na ograniczonej przestrzeni poza domem. Zastanawiam się też wtedy po co, w związku z tym, co mówiłam wyżej, ten pies przy budzie czy w kojcu. Często jego obecność jest chyba po prostu przyzwyczajeniem przekazywanym z pokolenia na pokolenie głównie poza miastami. Ludzie jednak przeprowadzają się do miast, do mieszkań w blokach i nabywają nowych przyzwyczajeń.

Czy bardzo cierpią jak się odpala fajerwerki? Dlaczego?

Nie każdy pies cierpi przy krótkotrwałych dźwiękach wybuchów jednak dla wielu to jest jakiś dyskomfort. To jest między innymi tak, że do piątego miesiąca życia pies przechodzi fazę socjalizacji i habituacji. Te rzeczy, które wtedy zobaczy, usłyszy, powącha itd. raczej pozostawią trwały ślad w jego pamięci i nie zaskoczą w przyszłości. Niewiele jednak znam psów, które w odpowiednim momencie swojego życia miały do czynienia z takim hukiem i czuły się wtedy bezpiecznie dostając nagrody i będąc w bezpiecznym miejscu. Częstotliwość tego huku też ma znaczenie. Może pies niegdyś słyszał ale ze znacznie większej odległości i w innym kontekście sytuacyjnym. Jednak zakładam, że każdemu z nas zdarzyło się przestraszyć głośnego, niespodziewanego dźwięku. Jeżeli pies się przestraszy, może dojść do czegoś co nazywamy w psim świecie „generalizacją”. To jest jedno ze sposobów uczenia się i na przykład u wilków ma olbrzymie znaczenie w przetrwaniu. Lepiej jeżeli przestraszy się i ucieknie, niż pozostanie i zginie. Jeżeli ucieczka spełni swoją funkcje i psowaty przeżyje, to przy każdym, kolejnym podobnym bodźcu obiera tę samą taktykę. Nie tylko wilk ale i nasz pies tak to właśnie widzi. Nie pojmuje oczywiście, że pod naszą opieką nic mu nie grozi w związku z fajerwerkami. Takie nagłe bodźce uruchamiają jego strategię przetrwania i to jest prezent, lub też zmora, jaką pies dostał w genach od swoich przodków. Jeżeli już dochodzi do uruchomienia tych strategii przetrwania to możemy sobie, chyba, wyobrazić jaki to jest poziom cierpienia – walka o życie.

Czy można to jakoś złagodzić?

Złagodzić taki stan możemy pracując z psem znacznie wcześniej, grubo przed sylwestrem a najlepiej od szczeniaka, wykorzystując proces zwany habituacją. Puszcza się wtedy psu bodziec -straszak ale w znacznie mniejszym natężeniu i obserwuje jego reakcje. Jeżeli ten nie robi wrażenia to powoli zwiększa się natężenie a później i kontekst czyli na przykład miejsce, w którym ten bodziec się pojawia. Taką pracę należy wykonać pod okiem behawiorysty, który dobrze oceni reakcje psa i dobierze poziomy trudności tych ćwiczeń.

Jeżeli nie zdążymy z taką pracą przed sylwestrem i wiemy, że będzie głośno, to polecam zabrać psa gdzieś indziej, na przykład na działkę co zamierzam zastosować w tym roku. Jak nie ma takiej możliwości to najlepiej pozostać z psem w domu, pozamykać i pozasłaniać okna, pozwolić psu wybrać sobie miejsce, w którym czuje się bezpiecznie – to często małe, ciemne pomieszczenia jak łazienka, miejsce pod łóżkiem itd. Pozostawić go tam i być w pobliżu pilnując aby nie stała się mu krzywda. Na spacer wyjść przed rozpoczęciem się wystrzałów i wyjątkowo z pełną asekuracją czyli szelki, obroża, dwie, podpięte smycze, koniecznie adresówka bo dużo zwierząt wymyka się z osprzętu i ginie. W domach wiele psów sobie poradzi. Ale w schroniskach co roku ze strachu, na serce umiera jakaś liczba psów. Dodatkowo po Sylwestrze lecznice i schroniska pękają w szwach od przywiezionych przez straż miejską czy obcych ludzi uciekinierów. Wiele z nich ginie pod kołami aut lub nieodnalezione przez właścicieli pozostają w schroniskowych kojcach.

praca6

Czy pies to dobry prezent pod choinkę?

Wydaję mi się, że stawianie żywej istoty w roli „prezentu” uprzedmiotawia go w naszych oczach. Prezent kojarzy się z przedmiotem nieożywionym, który można nabyć, kupić, posiąść a ja tak zwierząt nie odbieram. Dalej: Jeżeli chce się adoptować psa to obowiązkowo należy odbyć kilka wizyt przedadopcyjnych tak żeby obie strony mogły się zapoznać i określić czy spełnią swoje wymagania. Potem dostać zielone światło od pracowników i opiekunów w schronisku, którzy znając to zwierzę najlepiej też mają prawo stawiać jasne warunki. Odbyć takich wizyt nie może osoba postronna, to musi być przyszły opiekun tego psa tak więc niemożliwe, żeby został dany jako prezent niespodzianka.

Jeżeli chce się kupić psa, to należy wybrać odpowiednią, zarejestrowaną hodowlę. Sprawdzić na miejscu, jakie panują tam warunki, tak samo jak w schronisku wystarać się u hodowcy, bo to on decyduje czy akurat ten człowiek będzie odpowiedni. Jeżeli rozmawiamy o dobrych i szanujących się hodowlach to ciężko mi wyobrazić sobie, że hodowca godzi się dać od siebie z miotu psa na prezent pod choinkę bez omówienia wszystkiego dokładnie i określenia się przyszłego właściciela.

Wszystkie inne opcje nabycia psa powinny być niemożliwe, ale to wizja pięknego świata. Niestety są „schroniska” gdzie zwierzęta oddaje się komukolwiek byle się pozbyć problemu lub byle przeżył bo warunki są tragiczne. Są też pseudohodowle, które sprzedadzą psa za paręset złotych. Reklamują się na takich stronach jak np. OLX i to one cieszą się największym zyskiem w okresie świątecznym.

Chciałabym wierzyć, że wszyscy ludzie kupujący psy robią to bardzo świadomie jednak statystyki ilości porzuceń zwierząt w trakcie lub zaraz po świętach pokazują coś innego.
Nie mogę sobie darować tego pytania, jak się zachować kiedy warczy nas lub szczeka pies?

W informację jaką pies chce nam przekazać wchodzi nie tylko dźwięk ale też mowa ciała (i zapach ale tego akurat nasze zmysły nie odbiorą). Tak więc w przypadku szczekania intencje mogą być różne. Załóżmy jednak, że szczekając pies ma schowany pod siebie ogon, głowę i szyję w jednej linii z plecami, położone uszy, ściągnięty pysk, stoi na ugiętych łapach, czasem się trzęsie. To obrazek jaki możemy zobaczyć często pod sklepem. Przywiązany pies o opisanej wyżej mowie ciała i dodatkowo szczeka. To wtedy informacja dla nas, że się boi i nie należy do niego podchodzić. Może być tak, że przy zbliżaniu się pokaże białka i kły, zacznie warczeć. Wtedy już bardzo wyraźnie informuje nas żeby się nie zbliżać.

Generalizując, jak pies na nas warczy to właściwie dobrze bo to znaczy, że chce nas poinformować o czymś. Najczęściej o tym, że powodujemy jego poczucie dyskomfortu czy strachu. To można potraktować jako prośbę o odejście i dokładnie też w ten sposób należy się zachować. Takie zachowania jednak mogą wystąpić w tylu różnych kontekstach, że nie zdołam ich wszystkich tu opisać. Powyższy przypadek ma być informacją dla czytelnika jak zapobiec pogryzieniu. Jakiekolwiek karanie psa za warczenie nie powinno mieć miejsca bo jest to normalny sposób komunikowania się zwierząt. My też mamy umiejętność powiedzenia w niektórych sytuacjach „nie”. One też muszą.

Jeżeli warczenie pojawia się w sytuacjach, które w odbiorze właściciela są zupełnie normalne, które powodują dyskomfort tego właściciela to już wtedy robota dla behawiorysty, który oceni co się tam właściwie dzieje.

Na ulicy jednak, w stosunku do obcych zwierząt należy zachować dystans. Rozumiem, że to cecha naczelnych taka potrzeba kontaktu fizycznego, w dodatku podchodząc na wprost z wyciągnięciem rąk, patrząc w oczy, pochylając się nad czymś czy kimś kto wzbudził naszą potrzebę dotknięcia i przytulenia. Psy jednak tego nie robią i nie lubią. Komunikują się z odległości a nawet nie widząc się nawzajem, pozostawiając tylko informacje zapachowe.

Zdecydowanie polecam psa, który nie wygląda jakby zawładnął nim ogon i pomiatał ciałem w każdą stronę, ominąć łukiem i nie próbować na siłę się zaprzyjaźniać. Fajna akcja, którą chyba internauci próbują wdrożyć życie to oznaczanie psów, tych mniej wylewnych w stosunku do człowieka, chorych, w trakcie treningu, żółtymi akcesoriami. To ma być wizualna informacja dla przechodniów, że nie należy go zaczepiać. O psach oznakowanych, że są w pracy chyba nie muszę mówić.

Jednym z najbardziej palących problemów właścicieli psów w blokach jest szczekanie lub wycie psa, kiedy opuszczają mieszkanie na jakiś czas. Czy potrafisz pomóc w takich sytuacjach?

Wtedy mówimy o problemach związanych z separacją i obieramy sobie jedną ze ścieżek pracy z takim psem. Przeważnie udaje się pomóc. To częsty problem też ze względu na to jaką funkcje nadaliśmy dzisiejszym psom. Dzisiejszy pies ma być naszym towarzyszem a jako, że są to zwierzęta baaardzo społeczne to można powiedzieć, że przebywanie samemu kilka godzin w zamkniętych pomieszczeniach nie leży w ich naturze. Da się jednak psa nauczyć jak spokojnie znosić rozłąki i wprowadzić je w rutynę w jego życiu. Tutaj tak samo jak w przypadku szczekania i warczenia konteksty są różne i nie ograniczamy się do tego, że istnieje tylko na przykład lęk separacyjny, o którym jest najgłośniej i na który można znaleźć miliony rad w internecie. Możemy mieć do czynienia z emocjami frustracji, złości, ze strachem przed zamkniętą przestrzenią a nawet ze szczęściem czy z ulgą także tu też wizyta domowa behawiorysty, filmy nagrane podczas nieobecności w domu są konieczne żeby dopasować plan terapii do przypadku.

Czy sama masz psa?

Mieszkam z jednym psem na stałe – to suczka Dzidzia, która kiedyś była u mnie w domu tymczasowym ale uznałam, że oddanie jej byłoby najgorszym co mogłoby nas spotkać. Drugi pies jaki u nas aktualnie przebywa to Tequila. Również z Fundacji Ast. Suczka, która szuka stałego domu i kogoś kto ją mocno pokocha i zadba, a jest o co dbać bo Tequila jest inwalidką. W wieku 4 miesięcy wyleciała z drugiego piętra z balkonu i połamała wszystkie kończyny. Późniejsze zaniedbania byłych właścicieli w leczeniu doprowadziły do nieodwracalnych zmian. Mamy też nad czym pracować jeśli chodzi o jej przygotowanie do życia z człowiekiem w mieszkaniu, ale jesteśmy na wspaniałej drodze i zakładam, że już obecny stan byłby dla niektórych zadowalający.

Jakie masz plany na przyszłość związane z zawodem?
Cały czas się rozwijam, dokładam sobie nauki uczęszczając na seminaria i warsztaty związane przede wszystkim z metodami pracy z psami oraz ich komunikacją. Ten temat ciągle się rozwija więc trzeba nadążać. Dodatkowo niebawem, mam nadzieję, zakończę z dyplomem Studium Fizjoterapii Zwierząt i poszerzę działalność. Jedno i drugie wydaje się ze sobą współgrać jeżeli stawiam sobie za cel dobrostan fizyczny i psychiczny psa. W domu, prywatnie jestem tak zwanym tymczasem dla psów z Fundacji Ast i wielką miłośniczką terierów typu bull. Fundacja Ast właśnie takimi psami się zajmuje. Ograniczenie do jakiegoś konkretnego typu pozwala na zebranie zwolenników tych ras lub ludzi ciekawych, pozwala też na obalanie przykrych mitów i łatek przyklejonych do bullowatego psa od wielu lat. Pewnie każdy tu słyszał, że z założenia to groźne potwory i maszyny do zabijania. Ja, wychodząc ze swoją zgrają, spotykam się z taką opinią prawie codziennie. W statucie Fundacji i jej wolontariuszy leży pokazanie, że to psy, które wspaniale sprawdzają się w dzisiejszych czasach w mieście, jako towarzysze całej rodziny. Od już, zdaję się 10 lat, zmienianie ich wizerunku idzie w naprawdę dobrą stronę. To dla tych psów też wielkie szczęście bo wychodzą z podziemi, mało ich już na kolczatach, w kagańcach przy nodze „dresa” (właściwie w tej chwili na Praskich osiedlach spotykam więcej yorków. Żartuje oczywiście mam nadzieje, że nikogo nie obrażę).
W praktyce dostaję informacje od Fundacji gdzie jest pies oraz jego krótki opis, jeżeli decyduję się dać mu „tymczas” to zabieram (ze schronisk czy miejsc gdzie warunki są złe najczęściej), składam do kupy, szukam nowych, lepszych niż poprzednie domów.

praca7
Wszystkich moich rozmówców o to pytam, więc nie ominie i ciebie (śmiech) – czy wierzysz w globalne ocieplenie?
Nie ma co „wierzyć”, jeżeli da się to zobaczyć. Oczywiście, więcej niż ja, zobaczą biolodzy czy fizycy ale staram się na bieżąco czytać ich prace i wywiady na ten temat. Niestety chyba jestem pesymistką i obawiam się najgorszego więc ciągle sprawdzam czy przypadkiem już się nie zaczęło dokładne odliczanie. Jakby ktoś był zainteresowany poszerzeniem swojej wiedzy na ten temat lub wejściem w to od zera to polecam poczytać teksty Jasia Kapeli.

Czy robisz coś w związku z tym?

Jestem weganką, ale czy to wystarczy? Ograniczenie spożycia mięsa wpływa, właściwie bezpośrednio na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych. Przemysł mięsny jest mistrzem w emitowaniu tych gazów i wg mnie tylko w tym. A… jeszcze w oszukiwaniu nabywców swoich produktów. W domu mam świadka tego jakie mięso przechodzi inspekcje weterynaryjne w rzeźniach. Mój chłopak przez moment pracował w przetwórni mięsa, w mordowni, czy jak to nazwać.
Staram się rozmawiać o zmianie klimatu i jego wpływie na nas z ludźmi, których spotykam na swojej drodze i uświadamiać. Łatwiej mi jednak przychodzi zachęcanie do odrzucenia spożywania produktów odzwierzęcych. W tym temacie, w ciągu ostatnich kilku lat, nastąpił wielki rozwój i coraz więcej osób się przekonuje. To już nie jest temat, z którego można się pośmiać i powytykać palcami kogoś kto krzyczy głośno, że los zwierząt nie jest mu obojętny. Co innego jednak w sferze rozmów o tym „przebiegłym klimacie”. Dla wielu to ciągle jakaś plotka mająca na celu zakłócenie naszego spokoju. W dobie wylewu różnych, niezidentyfikowanych i nie popartych dowodami informacji, ciężko jest zdobyć zaufanie, nawet jak ma się te dowody na poparcie swojej tezy.
Mam nadzieję, że niebawem będę miała też możliwość postawienia haczyka przy nazwisku osoby, która będzie w stanie realnie wpłynąć na polską gospodarkę i trochę nas „odczaruje” bo po ostatnim Szczycie Klimatycznym ONZ jest mi…strasznie.

Karolina, bardzo dziękuję za tę rozmowę i mam nadzieję, że w psich tematach będzie można cię prosić o radę jako eksperta.

Dziękuję, oczywiście. Zawsze chętnie służę pomocą.
Karolina Osenkowska – certyfikowana behawiorystka i miłośniczka psów. Znajdziecie ją na Instagramie pod nazwą behawiorystyka_w_warszawie lub smyczki&smaczki i pod tą nazwą niebawem już niebawem w Internecie.

 

Reklamy

Jedna myśl na temat “Czy psy boją się fajerwerków – rozmowa z Karoliną Osenkowską, behawiorystką psów

Dodaj własny

  1. Fajna dziewczyna, jak nabierze więcej doświadczenia to będzie z niej zacna trenerka psów 🙂 natomiast jestem przeciwna hodowli (i „reklamowaniu” np. do adopcji) psów pochodzących od zwierząt hodowanych do walk. Pies też zwiększa nasz ślad węglowy, to nie zwierzę roślinożerne. Więc jeśli już decydujemy się go mieć, to nie przyczyniajmy się do popularyzacji typów psów, które wyhodowano w bardzo nieetycznym celu.
    Potocznie myśli się, że tylko hodowcy zarabiają na psach, ale adopcje, leczenie i rehabilitacja psów to też niezły biznes.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

%d blogerów lubi to: