W poszukiwaniu nadziei

W kilka dni po tym, jak Międzynarodowy Zespół do Spraw Zmian Klimatu opublikował najnowszy raport dotyczący skutków globalnego ocieplenia powyżej 1,5°C w stosunku do ery przedindustrialnej, tak zwani zwykli ludzie w Polsce zabrali się za to, czemu z prawdziwą pasją oddają się wiosną i późną jesienią – za wycinanie i ogławianie drzew. W miejscu, gdzie kilka dni wcześniej chodziłem z córką po dywanie żółtych lipowych i klonowych liści, pojawiły się ścięte gałęzie, co zrobiono po to, żeby tych liści nie było. Jako specyficzny ultrainteligenty gatunek, niszczymy tu wszystko, co umożliwia nasze życie i w wielu przypadkach robimy to bezinteresownie.

Piszę o tym dlatego, że kiedy mój poprzedni tekst (który czytelnik znajdzie TUTAJ) ukazał się w zaprzyjaźnionym portalu „Taraka”, jeden z komentatorów napisał: „Kolejny tekst w Tarace, który sprawia, że chce się człowiekowi wyć. I niczego poza tym nie wnosi, niczego nie buduje, nic nie proponuje. O co chodzi autorom? O jakąś mroczną satysfakcję? Żeby móc w ostatniej chwili krzyknąć: „aha! miałem rację! a nie mówiłem?!”. Na co mi, szaraczkowi, takie treści, takie teksty, po raz kolejny potwierdzające, że może to koniec? Pytam serio – mają mnie takie artykuły jakoś przygotować? przestraszyć maksymalnie, jeśli dotąd wystarczająco się nie bałem? Wstrząsnąć mną, pobudzić do działania? Jakiego działania? W tej skali mogę być tylko ze swoimi działaniami śmieszny (i nie chodzi mi tutaj o zwyczajnie przyzwoite i normalne zachowania, takie jak szanowanie energii, segregowanie śmieci itp – to i tak będę zawsze robić). Jedyną wartością, o którą warto teraz dbać, którą warto wspierać, jest Nadzieja. Z logiką i umysłem chyba nie ma ona wiele wspólnego. Jest z innego miejsca. Można w niej szczęśliwie być, albo nie – tak jak w depresji można być, albo szczęśliwie nie być. Ale dwudziesty albo setny tekst o tym, że jest źle, do Nadziei raczej nikogo nie zbliża”.

Ponieważ uważam te uwagi i pytania, za zasadne, spieszę odpowiedzieć. Otóż sam również szukam nadziei. Szukam jej, mimo iż podzielam zdanie tej grupy naukowców, którzy mówią o „nagłej zmianie klimatu”. Takiej zmianie, która zmiecie życie na Ziemi w ciągu kilku lat od chwili całkowitego rozpuszczenia się arktycznego lodu, co ma nastąpić za dwa, może trzy lata. Szukam jej, ponieważ uważam, że jeżeli sobie tę nadzieję odbierzemy, to dekadencja zabije nas zanim zrobią to skutki antropocenu. W skrócie będę pisał po prostu o uśmiercającym „antropocenie”.

Problem w tym, że nie wiem, jednak, doprawdy, w czym miałbym tej nadziei upatrywać. W czym w ogóle mamy jej upatrywać? We wzrastających emisjach CO2, które wzrosły mimo porozumień paryskich, w dalszej deforestacji na potrzeby kapitalistycznych zbiorowych zaburzeń, czy w codziennej pracy Homo sapiens na rzecz porządkowania terenu, tak dramatycznie niepotrzebnej i samobójczej? A może w kiepskich wynikach wyborczych kandydatów reprezentujących opcję ekologiczno-przyrodniczą, do których sam mam przyjemność się zaliczać. A może wreszcie w odrzuceniu wiedzy, na rzecz fantazji o nowym lepszym świecie, w którą tak ochoczo wierzą środowiska opierające tak zwane „odnawialne źródła energii”, czego najlepszym przykładem jak całkowicie fantazmatyczna niemiecka Energiewende – przemiana energetyczna, która mimo iż trwa już od ładnych kilku lat doprowadziła do… zwiększenia emisji CO2.

Oto wydaje mi się, że w tym wszystkim nie można upatrywać wielkich nadziei. I choć nie można odrzucać nawet drobnych starań, jak baterie słoneczne na dachach domów, czy zakaz jednorazowych sztućców w UE, to jeśli pozostawiamy sobie tyko takie rozwiązania, zapewniamy sobie jedynie w miarę spokojny okres nieprzeżywania własnej zagłady, która i tak nadchodzi. Innymi słowy, drobne symboliczne starania są ważne w obrębie nadziei, ale w obrębie faktów i nauki mogą być nawet przeciwskuteczne. Mogą sprawiać wrażenie, że robimy coś, choć nie robimy nic. Dokładnie czymś takim jest niemiecka Energiewende. Mix energetyczny świata wygląda dziś tak.

 

wykres

Jeśli nie znajdziemy innych źródeł energii, protesty przeciwko paliwom kopalnym będą przeciwskuteczne. Jeśli zabraknie prądu, ludzie wytną i spalą wszystkie drzewa. Bez wyjątku.

Po opublikowaniu zachowawczego, ale przecież ciągle koniecznego raportu IPCC, rozmawiałem z wieloma ludźmi. To, że tak zwani zjadacze chleba, niszczący biosferę i bioróżnorodność dzień za dniem i bez żadnego (merkantylnego?) celu nie mają o nim pojęcia, jest rzeczą oczywistą. Ale nie mają o nim pojęcia również politycy, osoby odpowiedzialne za zbiorowe bezpieczeństwo, a nawet naukowcy. Moi przyjaciele z kręgów naukowych informowali mnie, że spotkali się ze swoimi kolegami, zajmującymi się zawodowo ekologią, przyrodą, klimatem, którzy… nie mieli pojęcia o raporcie IPCC. Prawdziwą grozą napawają uwielbiani przez tłumy politycy znoszący jakąkolwiek ochronę przyrody i dopalający zagładę. Politycy, którzy są dziś uwielbiani przez tłumy.

Przed nami zatem, co do zasady, dwa rozwiązania. Ustawienie orkiestry, która przy miłych dźwiękach doprowadzi nas do zbiorowej zagłady i końca dziejów. Orkiestry, żeby nie było, grającej piosenki opowiadające o naszych działaniach na rzecz ratowania sytuacji. Albo ciężka praca naukowców, aktywistów, polityków i zwykłych ludzi na rzecz prób złagodzenia nadchodzącej katastrofy. Ta praca nie nastąpi również bez przebudzenia humanistyki pogrążonej niemal całkowicie w mrzonkach o budowaniu lepszego świata, podczas gdy walczymy już tylko o życie. Humanistyki, która musi powrócić do ustaleń nauki, zamiast taplania się w analizie własnych wątpliwych empirycznie konstruktów. Która musi znaleźć, wraz z politykami i aktywistami, sposób na odwrócenie mas od siewców zagłady w osobach nieodpowiedzialnych polityków, przejmujących dziś władzę w coraz większej ilości państw świata.

Jakkolwiek osobiście mam liczne zastrzeżenia wobec etyki, zastrzeżenia o podłożu nihilistycznym, to zakładam, że mogę się mylić. A zakładając tak, uważam, że mamy obowiązek zrobić to, co można, żeby się ratować. Musimy dokonać potężnej synergii działań, od likwidacji słomek, po powrót do energii jądrowej, jeśli chcemy ratować życie. Wiele wskazuje na to, że każdy kurs jest kursem na zderzenie, ale człowiek ratujący siebie i bliskich wydaje się jednak lepszy od pogrążonego w rozpaczy, nałogach czy zabijaniu innych ludzi. I to jest być może jedyna, ale ciągle jakaś nadzieja.

Podczas naszego listopadowego spotkania, spotkania ludzi świadomych zagrożeń i nieskładających broni, chciałbym, żebyśmy mówili właśnie o tym. Żebyśmy mówili o nadziei i pracy. Piszę to mając nadzieję, że w innych miejscach świata, też znajdą się ludzie, którzy będą mówić i pracować. Może nadejdzie taki dzień, że trzeba będzie porzucić nadzieję, ale nie wydaje mi się, żeby to był już ten dzień.

Dlatego w kolejnych wpisach, chcę mówić o tym, co jeszcze możemy zrobić.

3 myśli na temat “W poszukiwaniu nadziei

  1. Pamiętajmy o ogrodach 🙂 one mają zadziwiającą moc. Niedawne coraz aktywniejsze wysiłki ludzkości w stronę zrównania praw kobiet i mniejszości seksualnych też wyglądają na coś w rodzaju spóźnionego instynktu samozachowawczego (by powstrzymać nadmierne rozmnażanie się ludzi). No ale już Stephen Hawking przewidział, że jeśli gdzieś pojawi się jakieś co bardziej inteligetne życie, to najprawdopodobniej samo siebie unicestwi – i to właśnie robimy. Zdążyliśmy już wysłać w kosmos bakterie wykazujące odporność na promieniowanie, więc może kiedyś wszystko znów zacznie się od początku.

    Polubienie

  2. Tylko, że wybudowanie elektrowni nuklearnych zabezpieczających jedynie przyszły wzrost zapotrzebowania na energię, bez znaczącego uszczuplania sektora paliw kopalnych, zajmie więcej czasu niż mamy do przewidywanego kolapsu i chaosu cywilizacyjnego. Zaczynam żywić przeświadczenie, że rozsądną strategią maluczkich jest nauka sztuki przetrwania i samodzielnej produkcji żywności i mają szanse ci, którzy będą w stanie utrzymać się z posiadanej działki. Im dalej od miasta – tym lepiej.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s