Świadkowie – część I: Mikołaj Golachowski

Mój przyjaciel, aktywista, współtwórca portalu ecopress.pl Łukasz Misiuna, powiedział kiedyś w jednej z naszych pesymistycznych dyskusji ekologicznych, że wobec naszej niemocy, zawsze pozostaje nam być świadkami tego, co dzieje się z umierającym życiem na Ziemi, czy po prostu świadkami umierania Ziemi. W tym sformułowaniu nie ma być może nic odkrywczego, może ktoś użył go wcześniej w podobnej sytuacji, ale to Łukaszowi zawdzięczam ostatecznie pomysł na to, aby w ramach bloga porozmawiać z ludźmi, którzy ponad wszelką wątpliwość, są „świadkami”. To będzie łączyć moich gości. Dzielić być może wielość spojrzeń, motywów i ilość nadziei, jaką żywią bądź nie, dla dalszego życia na Ziemi. Moim pierwszym gościem jest Mikołaj Golachowski – biolog, podróżnik, kierownik wypraw antarktycznych, przewodnik turystyczny, wielokrotny zdobywca bieguna północnego i pisarz.

Od kiedy zajmujesz się przyrodą?

Właściwie odkąd pamiętam. Przyrodę lubiłem zawsze, ale jakieś dziesięć lat temu przestałem ją badać zawodowo jako naukowiec i zająłem się głównie popularyzacją.

Kiedy zainteresowałeś się tematyką ekologiczną?

Nie mam pojęcia, choć pewnie dopiero w liceum zorientowałem się, że powiązania między żywymi organizmami i ich środowiskiem to ekologia.

Czy jesteś bardziej aktywistą, czy teoretykiem?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Pracę magisterską i doktorat robiłem w Zakładzie Ekologii Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, ale oczywiście nie było to tylko przygotowanie teoretyczne, przez wiele lat prowadziłem badania ekologiczne, głównie dotyczące ssaków drapieżnych. Po doktoracie zacząłem badać ekosystem Antarktyki jako pracownik naukowy Zakładu Biologii Antarktyki PAN. Jednocześnie zawsze zajmowałem się ochroną przyrody, zarówno jako aktywista, jak i wykładowca akademicki czy autor. Odkąd nie pracuję naukowo, wciąż dużo o tym piszę i mówię oraz działam jako aktywista, choć ostatnio mam na to mniej czasu, bo mam małą córkę.

Wierzysz w globalne ocieplenie?

A Ty wierzysz w grawitację? To nie jest kwestia wiary, podobnie jak, na przykład, ewolucja. Kiedy absolutna większość naukowców zgadza się z jakimś paradygmatem, jest to po prostu kwestia przyjęcia do wiadomości przytłaczających dowodów. Nie mówi się wprawdzie o „globalnym ociepleniu” tylko raczej o „globalnych zmianach klimatu”, ale zarówno te zmiany, jak i fakt, że jako ludzkość mamy na nie wpływ są niezaprzeczalnym faktem.

Widziałeś je na własne oczy w Antarktyce, Arktyce?

W Antarktyce jestem co roku od ponad piętnastu lat, przez pierwsze siedem lat jako naukowiec (spędziłem tam wtedy dwie zimy), a obecnie jako przewodnik turystyczny. W Arktyce pracuje trochę krócej, bo od dziesięciu lat i tylko jako przewodnik. W obu rejonach widziałem dużo zmian. W pobliżu polskiej stacji antarktycznej Arctowski jest Lodowiec Ekologii, który w trakcie naszej osobistej znajomości cofnął się o ponad kilometr. Znam wiele cofających się lodowców, choć ten oczywiście najdłużej.

Jest coraz więcej ciepłych dni, częściej pada deszcz niż śnieg, albo częściej i dłużej pada śnieg w okresach, kiedy zwykle było zimno i sucho. W Arktyce z roku na rok jest mniej morskiego lodu i jest on coraz cieńszy, coraz bardziej zmniejsza się proporcjonalny udział najtrwalszego i najważniejszego dla ekosystemu lodu wieloletniego.

Tyle tylko, że nawet kilkunastoletnie osobiste obserwacje, choć mogą coś ilustrować, niczego nie udowadniają. O zmianach klimatycznych świadczą systematyczne badania sięgające znacznie dalej w przeszłość, czasem na kilkaset tysięcy lat, jak w przypadku lodowych odwiertów. Mógłbym nigdy nie być w żadnym z polarnych regionów i byłbym dokładnie tak samo o tym przekonany: zmiany klimatu następują, a w rejonach polarnych dzieje się to szybciej niż w wielu innych miejscach. Wystarczy przeczytać poważne naukowe artykuły w porządnych czasopismach.

Jak to wygląda?

Oprócz wcześniej wymienionych objawów widać chociażby zmiany liczebności gatunków zwierząt. W rejonie Półwyspu Antarktycznego od lat zmniejsza się liczebność zimnolubnych pingwinów Adeli, których biologia silnie związana jest z oceanicznym lodem. Za to coraz więcej robi się bardziej oportunistycznych pingwinów białobrewych.

Chyba jeszcze bardziej niepokojąca jest trwająca dosłownie od kilku lat inwazja krabów królewskich z Patagonii. One lubią chłodną wodę, ale Antarktyka była zawsze dla nich za zimna. W jej wodach nie radziły sobie z magnezem rozpuszczonym we krwi, więc ich układ nerwowy nie mógł funkcjonować poprawnie, a kraby poruszały się jak pijane. Jednak niedawno ociepliło się na tyle, że tysiącami zasiedlają rejon półwyspu. To duże drapieżniki kruszące skorupy swoich ofiar potężnymi szczypcami, zaś skorupiaki i mięczaki Antarktyki nigdy nie miały takich prześladowców, więc ich pancerze są cieńsze od pancerzy ich krewniaków z bardziej umiarkowanych regionów. To będzie rzeź.

Czy ludzie, których zabierasz na wycieczki też to widzą, co wtedy mówią?

Oczywiście. Widzą ślady na górskich zboczach pokazujące dokąd jeszcze do niedawna lodowce sięgały. Dla mnie takie ślady są jak kredowy obrys ciała na miejscu zbrodni.

Znakomita większość docierających tam turystów jest zaniepokojona tym co się dzieje. Jadą po to, by to zobaczyć i pytają jak mogą pomóc.

Czy myślisz, że jako ludzkość jesteśmy w stanie powstrzymać naturalne procesy wyzwolone globalnym ociepleniem?

Szczerze? Nie. Mamy narzędzia, wiemy co moglibyśmy zrobić. Ale nie wierzę w ludzkość. Nie wierzę w to, żebyśmy byli w stanie zrezygnować z naszych komfortów i radykalnie ograniczyć konsumpcję, czy zanieczyszczenia. Ani żeby państwa były się w stanie w tej sprawie dogadać. Oczywiście bardzo chciałbym się mylić.

Co uważasz za najbardziej niebezpieczne, jeśli chodzi o wzrost temperatury?

Kurczenie się lądów, ekstremalną pogodę i gruntownie złą naturę ludzką. To śmiercionośna kombinacja.

Czy myślisz że ludzkość przetrwa „globalną zmianę klimatu”? 

Przetrwa. Ale będzie bolało. Mam poczucie winy wobec swojej córki.

Jeśli uważasz, że warto coś robić na rzecz ekologii, to dlaczego, jakie są Twoje motywy?

Bo nie jesteśmy sami na tym świecie. Inne zwierzęta, rośliny, wszystkie inne organizmy mają prawo tu być, takie samo jak my. Należymy do tego świata, ale nieustannie nadużywamy naszych praw, kosztem innych. Choć w przypadku wielu gatunków i ekosystemów to walka przegrana, uważam, że bronić ich trzeba. Inaczej nie mógłbym sobie w oczy spojrzeć.

Opowiedz coś o Swoich książkach? Jak powstawały, do kogo są adresowane.

Jak dotąd napisałem dwie książki dla dzieci („Pupy, ogonki i kuperki” oraz „Gęby, dzioby i nochale”) i jedną raczej dla dorosłych („Czochrałem antarktycznego słonia”). Wszystkie są w zasadzie o przyrodzie. Chciałbym dzieciakom pokazać, jaka jest fascynująca. Może okażą się mądrzejsze od nas i jeśli ją pokochają, wymyślą też jak ją ochronić?

Ta o czochraniu zawiera właściwie wszystko co mnie interesuje. To głównie osobista relacja z życia przyrodnika w Polsce, na Syberii, w Ameryce Południowej i w rejonach polarnych, więc jest tam pełno zwierząt. Ale są też własne myśli i historie, geografia, etnologia, historia odkryć i wypraw. Wszystko, co wydawało mi się ciekawe i ważne. Bardzo trudno było się ograniczyć.

A powstawały w bólach. Ciężko mi się zabrać za robotę, choć jak już zacznę, piszę dosyć szybko i sprawia mi to przyjemność.

Wniósłbyś lodówkę na 4 piętro, a może już to zrobiłeś? 

Wnosiłem jak byłem młody. Raz. Mam wrażenie, że ciągle mnie od tego grzbiet boli. I nie zamierzam komentować durnych polityków.

Uciekłbyś z nowo narodzonym dzieckiem ze szpitala, gdyby lekarze chcieli je zaszczepić? 

Nie uciekłem, choć była okazja. A tak całkiem serio, moim przeciwnicy szczepionek swoim działaniem narażają ludzi na śmierć, tak samo jak pijani kierowcy, albo ktoś, kto zakazuje używania prezerwatyw w kraju garniętym epidemią AIDS. To potencjalni zabójcy.

Co sądzisz o działaniach rządu w Puszczy Białowieskiej, czy sam jakoś angażujesz się w tę sprawę? 

Naprawdę musisz o to pytać? To co najgorszy w naszej historii minister od środowiska robi w Puszczy Białowieskiej to zbrodnia wobec przyrody i ludzkości, która jest jej częścią. Szyszko nie tylko nie kocha i nie szanuje przyrody, on jej najzwyczajniej nie rozumie. Albo rozumie i chce zniszczyć. Nie wiem, czy on jest po prostu tępy, czy wie co robi, ale jego chciwość i pycha pchają go do działania. Nie interesują mnie jego motywy, ani on sam, ale to co robi, to czyste zło.

Co robisz w czasie wolnym? 

W czym? Ja mam córkę i deadline’y. Nie miewam momentów, kiedy niczego nie muszę. Jeśli nic nie robię konkretnego, niemal zawsze wiąże się to z poczuciem winy. Ale na szczęście bardzo lubię wszystko to, co muszę robić. Uwielbiam spędzać czas z moją córką, lubię pisać i czytać. Uważam zresztą, że w pisaniu najfajniejsze jest właśnie to, że najpierw bardzo dużo trzeba czytać. W wykładaniu też. No i naprawdę bardzo lubię pływać Zodiakiem wśród gór lodowych i obserwować wieloryby. To ciężka praca, ale ktoś to musi robić.

Co na zakończenie?

To banalne, ale moja córka wydaje mi się ciekawsza od wszystkich poznanych przeze mnie wielorybów, fok, uchatek, pingwinów i niedźwiedzi polarnych. Nawet od orek, choć to już bardzo duży komplement. O większości ludzi bym tego nie powiedział.

Dziękuję.

I ja dziękuję.

 

Zdjęcia: Mikołaj Golachowski

____

Mikołaj Golachowski  – biolog, podróżnik, doktor nauk
przyrodniczych, aktywista, przewodnik turystyczny, pisarz. Koncentruje się na polarnych krańcach Ziemi, dwukrotnie zimował na Polskiej Stacji Antarktycznej im. H. Arctowskiego (raz jako kierownik 32 Polskiej Wyprawy Antarktycznej). Jako przewodnik turystyczny regularnie odwiedza Antarktykę Zachodnią i subantarktyczne wyspy. Od dziewięciu lat poznaje również Arktykę, sześć razy dotarł na biegun północny. Gdy chwilowo przebywa w Polsce, mieszka w Warszawie.

 

Reklamy

5 myśli na temat “Świadkowie – część I: Mikołaj Golachowski

  1. Cały świat się stacza. Mam znajomą, naukowca, biologa i leśnika, która jednocześnie pracuje w Puszczy Białowieskiej i prowadzi badania na Mauritiusie. Gdzie strzelają do zagrożonego gatubku nietoperzy, gdyż ustawą uznali go za szkodnika. A gdy wyginie ten gatunek, wyginie ostatni endemiczny las na tej wyspie, zabierając dziesiątki endemicznych gatunków ze sobą. Ludzie to najgorszy szkodnik….

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s